Wydrukuj tę stronę

Miłość w biurze

Wspólne środowisko pracy połączyło już wiele osób. I to nie tylko więzami koleżeństwa czy przyjaźni. W biurze bardzo często rodzą się sympatie i miłość.

Niektóre w ten sposób zbudowane związki wytrzymują bardzo krótko, inne trwają przez całe życie. Jak biurowe romanse wpływają na jakość i atmosferę pracy całego zespołu?

Socjologowie twierdzą, że jedna czwarta ludzi ze sobą związanych, poznaje się w miejscu zatrudnienia. Oznacza to, że w średniej wielkości zespole biurowym składającym się z około 20 osób, aż 5-6 osób spogląda na siebie z zainteresowaniem.
Pracodawcy przeważnie są wielkimi przeciwnikami tworzenia się par w miejscu pracy oraz rozkwitających po służbowych kątach romansów. Twierdzą, że zadaniem pracownika jest angażowanie się tylko i wyłącznie w pracę, a nie marnowanie energii na afery miłosne.
Jednak Lisa Mainiero, amerykańska psycholog i autorka książki „Miłość w biurze" uważa, że na pracowniczej miłości pracodawca może zyskać, pod warunkiem, że jest ona trwała oraz nie podlega gwałtownym wahaniom uczuć.
Człowiek samotny bywa bowiem zgorzkniały, smutny, czuje się osamotniony. To sprawia, że pracuje z mniejszym entuzjazmem i osiąga słabsze wyniki, niż osoba, która wie, że jest kochana.
Tymczasem, jeżeli prawie cały dzień spędzamy w pracy, to w jaki sposób i gdzie możemy poznać tę jedyną lub tego jedynego, którego pragniemy obdarzyć gorącym uczuciem na całe życie?
"Jak inaczej stale zapracowani i cierpiący na niedostatek czasu ludzie mają poznać partnerkę lub partnera, jeśli nie przy biurku lub w pracowniczym bufecie?" - pyta dramatycznie Lisa Mainiero.

Zaczyna się niewinnie
Większość osób potwierdza, że scenariusz narodzin i rozwoju takiej biurowej sympatii bywa podobny. Zaczyna się przeważnie niewinnie - po prostu stwierdzamy, że lubimy daną osobę nieco bardziej niż innych. Na tym etapie jednak żadna ze stron nie dopuszcza nawet do siebie myśli, że ona lub on mógłby być przysłowiową „drugą połówką".
Potem zaczynają się ukradkowe spojrzenia, coraz większe zainteresowanie daną osobą, przypadkowe rozmowy dziwnie się wydłużają i stają się coraz częstsze. Po jakimś czasie dochodzi do spotkania poza firmą, ale za pierwszym razem odbywa się to przeważnie w większym gronie - ulubioną koleżankę lub kolegę z pracy spotykamy na urodzinach szefowej działu, na wspólnym wyjściu na piwo lub do kina.
Dopiero po jakimś czasie, gdy uczucie zacznie nabierać tempa, któraś ze stron proponuje spotkanie sam na sam na gruncie prywatnym. Przeważnie w tym pierwszym okresie para stara się ukrywać swój związek przed kolegami z pracy, z reguły bywa to jednak trudne i po jakimś czasie i tak wszyscy wiedzą już, o co chodzi.
Gdy minie jeszcze trochę czasu, a obie strony w dalszym ciągu są mocno zaangażowane we wspólne uczucie, koledzy z pracy bywają nawet zapraszani na ślub.

Gdy nie ma happy endu

Nierzadko jednak związek, który narodził się w firmowych murach, nie kończy się tak pomyślnie.
Znacznie częściej niż ślub zdarza się, że po krótkim romansie, który toczył się niemalże na forum całego biura, następują ciche dni danej pary. Czułe słówka zastępują złość, wymówki, agresja - i to również na oczach wszystkich pracowników. Niektóre środowiska (a małe biuro jest tu idealnym przykładem) są ze sobą tak zżyte, że silne emocje jednej z osób od razu zauważane są przez innych.
Sytuacja rozstania po takim biurowym romansie bywa szczególnie przykra dla samych zainteresowanych. Koleżanki i koledzy zaczynają wypytywać, radzić, tłumaczyć, niektórzy oferują mediację, inni żartują. Robi się ciekawie, ale wydajność całego zespołu spada.
Dlatego właśnie niektórzy menedżerowie tak bardzo bronią się przed sympatiami w biurze i wręcz wymuszają na pracownikach deklaracje, że koleżanka lub kolega z pracy nigdy nie stanie się dla nich obiektem miłości.
Oczywiście, tego rodzaju deklaracje są niezgodne z prawem, jednak nie zmienia to faktu, że w wielu firmach panuje niepisana zasada, że w pracy się pracuje, a nie romansuje, a koledzy z pracy to tylko i wyłącznie części zespołu połączonego jedną ideą - dobrej pracy.

Nigdy z szefem
Niektórzy mawiają, że lepiej nie zakochiwać się w szefie lub szefowej, jeżeli jesteśmy podwładnymi takiej osoby.
Gdy biurowa sympatia przerodzi się w prawdziwą, dojrzałą miłość, a związek połączy się na dłużej, sytuacja stanie się kłopotliwa ze względu na pojawiające się coraz częściej podejrzenia i opinie, że jesteśmy wyróżniani i lepiej traktowani przez szefa.
Wtedy, nawet gdy zupełnie o własnych siłach osiągniemy konkretny sukces zawodowy, i tak koledzy z pracy powiedzą, że szef wyróżnia nas „ze względu na wzgląd". Pojawi się zazdrość, złość, agresja. I znowu zrobi się ciekawie i wydajność całego zespołu spadnie.
Dlatego - gdy już skutecznie i na dłużej pokochamy swojego szefa lub szefową - lepiej poprosić zwierzchników o przeniesienie do innego działu lub do innych zadań (oczywiście, jeżeli tylko taka możliwość istnieje). Wtedy unikniemy niepotrzebnych plotek i podejrzeń o nierówne traktowanie.

autor: Małgorzata Szafarz

Oceń ten artykuł
(0 głosów)